"

Księga gości
Jesteś gościem na tej stronie

Wspomnienia
2005
październik (6)
listopad (13)
grudzień (16)

2006
styczeń (23)
luty (21)
marzec (30)
kwiecień (20)
maj (13)
czerwiec (10)
lipiec (2)
sierpien (10)
wrzesień (3)
październik (3)
listopad (2)
grudzień (2)

2007
luty (1)
marzec (5)
kwiecień (1)
maj (2)
czerwiec (3)
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (3)
październik (2)
grudzień (7)

2008
styczeń (1)
luty (5)
kwiecień (3)
maj (2)
czerwiec (1)
lipiec (1)
wrzesień (2)

2009
maj (1)

2011
czerwiec (4)



Dodaj do ulubionych






And the story ends

>> czwartek, 9 czerwca 2011 01:47:48

Akademik. Znany również jako "Ty cały dzień pijesz a po Tobie nie widać". Ciekawe miejsce. Z lekką nutą surrealizmu :)

Pięć lat w akademiku powoli dobiega końca. Pamiętam jak jeszcze jako gówniarz przyjechałem do "Barbary" cały czas zastanawiając się 'jak to właściwie będzie w tym *akademiku*'. W pierwszy wieczór wybraliśmy się z Bartkiem i Kubą na rynek na piwo :) Po prawdzie to mieliśmy iść do lidla, ale Kuba, jako jedyny wiedzący w którą to stronę, nas przechytrzył i pokierował dokładnie w przeciwną. Przynajmniej dowiedziałem się gdzie jest rynek (nie to, żebym nazajutrz umiał tam trafić :D ). Teraz już lepiej znam Gliwice (aczkolwiek dopiero w ostatnie Igry dowiedziałem się gdzie jest Sikornik.. co z tego, że to sąsiednia dzielnica? ;> Futrzak jest grzecznym futrzakiem i nie szlaja się po.. najbliższej okolicy. Czasem tylko spuszczają na niego psy na lotnisku :( Ale to dawno i nie prawda.)

Do niedawna istniała perspektywa, że jeszcze kilka lat mógłbym tu spędzić, ale mnie pan doktor wykiwał z terminami. Mniejsza z tym. Jeszcze 2-3 tygodnie and I'll never see you again... Może to i dobrze? Ostatni rok pokazał mi, że w zależności od okoliczności, mieszkanie tu może być bardzo NieŻyciowe (choć niektórzy twierdzą, że w akademikach politechniki potrafi być bardzo Rzyciowe ;] ). Ah, piękne miejsce :D

W sumie to zapomniałem o czym chciałem napisać. Any idea? ;>


komentarze [0]

Miks słodko-kwaśny

>> wtorek, 7 czerwca 2011 19:31:50

Pora na pierwszą notkę po reaktywacji. Wczorajszej nie liczę, bo jest bez ładu, składu i sensu, także nawet nie ma co sobie nią głowy zawracać. Przynajmniej nie ma błędów ortograficznych :) Mam takie wewnętrzne fuj względem blogów, na których znajduje się tylko informacja w stylu 'Hej, to mój nowy blog, będę tutaj pisał i będzie fajnie i świat stanie się piękniejszy' i dalej cisza. Chciałem coś na to zaradzić i wyszło jak wyszło. Życie :)

Zacznę od codzienności. Wczoraj udało mi się wypożyczyć z firmy podręcznik do certyfikatu ISTQB (International Software Testing Qualifications Board). W lipcu prawdopodobnie podejdę do egzaminu, razem z grupką innych osób. Całkiem spora książka, mnóstwo teorii (tyle teorii to ja się chyba przez 5 lat studiów nie uczyłem, ale to może kwestia tego, że ogólnie mało się na studiach uczyłem :) ) - pół biedy, że dużo z tego już 'znam na wyczucie' z doświadczenia zawodowego, także pozostaje tylko uporządkowanie wiedzy, poznanie fachowego nazewnictwa i tym podobne przyjemności. Fajna sprawa taki certyfikat, ładnie się komponuje w CV :) Tylko trzeba się uczyć, a jeżeli będzie mi to szło tak jak pisanie pracy magisterskiej, to.. słabo.

Teraz troszkę mniej codzienności. Śniło mi się, że potrafię grać na gitarze. Piękny sen, wiecie? :D Światowej sławy rzempolista slyth :] W sumie jakoś tak dziwnie jest z marzeniami. Każdy ma swoje marzenia, sporo osób nawet coś kiwnie palcem w stronę ich realizacji, ale rzadko się zdarza, żeby dana osoba zabrała się za to na poważnie. Dlaczego? Z lenistwa? Z braku wiary w możliwość osiągnięcia sukcesu? Ze strachu? W sumie sam sobie zadaję te pytania, w końcu powinienem wiedzieć, skoro też niewiele działam w kontekście marzeń. Nie znam odpowiedzi. Prawdopodobnie to mieszanka wszstkich tych czynników plus dodatkowego magicznego składnika indywidualnego dla dalej osoby. Być może dałoby się nauczyć je rozpoznawać, by móc tą miksturę rozbić na czynniki pierwsze i rozprawiać się z nimi po kolei. W odosobnieniu i bez wsparcia kamratów, zgodnie z zasadą 'dziel i rządź'. Heh, zacząłem sobie wyobrażać strach, lenistwo itp. jako takie robaczki z wielkimi zębami i czółkami. Rdzawobrązowe i z czuprynami ;] Takie urocze, że człowiek nie chciałby im zrobić krzywdę - to taka ich pokrętna taktyka osiągnięcia permanentnego wpływu na życie i podejmowane decyzje. W sumie skuteczna taktyka, biorąc pod uwagę, że te czynniki (robaczki?) towarzyszą prawie na każdym kroku.

Na koniec trochę czarnego humoru. Od jakiegoś czasu mam zepsutą nogę. Wczoraj poszedłem do lekarza. Powiedział mi mniej więcej: "Noo.. ma pan krwiaka, pewnie sobie pan coś zrobił w nogę." Aha :D Poczułem się oświeconym człowiekiem. Na koniec przepisał mi żel na żylaki, w którego ulotce wyczytałem, że bardzo obciąża wątrobę (wtf?) i dał skierowanie do chirurga mówiąc, że i tak się nie dostanę, bo terminu są na koniec lipca a do tego czasu już będę zdrowy. "O ile sobie nie zrobiłem czegoś poważnego". Hm, po to przyszedłem, żeby mi powiedział czy to coś poważnego. Normalnie latająca służba zdrowia Monty Pythona. Kiedyś, na pierwszym roku, trafiłem do szpitala. Zostałem wpisany z samego rana, ok 7. Dopiero następnego dnia po południu ktoś raczył się mną zainteresować i zapytać z czym tak właściwie do nich trafiłem. Kiedy dowiedzieli się, że na operację palca, to doszli do wniosku, że chyba niepotrzebnie robili mi to prześwietlenie klatki piersiowej :D

Tym oto akcentem humorystycznym kończę pierwszą notkę. Bywajcie :)

----------------------------------------------
Nocny update: Chyba sam siebie zmotywowałem, dawno tyle czasu nie spędziłem z gitarą. Joe Satriani - Love Thing i Tenacious D - Tribute. Żadnego nie ogarniam, ale przecież nie wolno się poddawać? ;>


komentarze [0]

Skakanka

>> wtorek, 7 czerwca 2011 03:03:32

Niektórzy twierdzą, że jeżeli coś w Tobie tkwi, to najlepiej się z tego wygadać (tak, jasne, już widzę wszystkich, którzy wygadują się z pocisku postrzałowego). Chociaż.. w zamyśle miał być suchar, ale być może jest w tym jakieś drugie dno. Bo czasami wydarzenia danego dnia mogą być jak kulka w kolano. No, to jest coś co nazywam optymistycznym wstępem ;]

Blog powraca, zobaczymy na jak długo - wiadomo jak to bywa z takimi powrotami. Nawet nie myślałem, że jeszcze istnieje (ile się musiałem nakombinować zanim się wstrzeliłem w kombinację loginu i hasła, to nawet wrogowi nie życzę :) ), ale kiedy już tu dotarłem, to było trochę jak podróż w czasie. A przeczytałem tylko kilka 'najświeższych' notek. Pewnie to nic oryginalnego, ale cholernie się zmieniłem od tego czasu. Heh, to nawet brzmi patetycznie :D Shit happens.

Ok, do tego wrócę, teraz coś pozytywniejszego. Proton.
Jutro nie będzie 'dobrze'. Jutro będzie 'jeszcze zajebistsze niż dzisiaj'. Kilka miesięcy chodzę spać z taką myślą, chyba nawet widać efekty. Tak się nawet narodził futrzak (aktualnie w stanie spoczynku) ;] To takie trochę oszukiwanie siebie, ale to chyba naturalna część życia? Grunt to właściwe nastawienie, w końcu życie jest tylko jedno :) (podobno? ;> podobno koty mają więcej w pakiecie podstawowym.. może jednak warto być futrzakiem).

"All the victims are deaf, dumb or blind.. These are senseless killings." Bardzo rozbawił mnie dzisiaj ten tekst.

Jej, okropnie skaczę po tematach. Ale mam już tak od kilku tygodni, na niczym nie potrafię się skupić na dłużej. Z zasypianiem jest podobnie. Np. kolejne zdanie (za każdym razem) usunąłem już kilka razy. W efekcie jest biednie. Tak się zacząłem zastanawiać, czy to nie wynika z tego, że dana myśl ma kilka swoich wymiarów, ale tylko (głównie) jeden, powierzchowny, jest łatwy do uchwycenia. Co za tym idzie zmagania z własnym umysłem, pomimo tego, że są toczone na wielu płaszczyznach, analogicznie postrzegane, to problem z ich opisaniem sprowadza się do 'nieuchwytności' tych pozostałych wymiarów. Neh, to pewnie tylko mój musk walnął focha i złośliwie milczy. Właśnie powiedział mi: 'O nic!'. Ciekawe o co mu chodzi. Btw. mój mózg nie jest kobietą :D Wygląda na to, ze temat znowu 'się przeskoczył'. Ja mu nie pomagałem! Serio. To po prostu moja silna wola, robi ze mną co chce.

Damn, obiecuję*, następny wpis będzie lepiej zorganizowany. I na temat oczu. Tak się przynajmniej spodziewam.

* - jaasne


komentarze [0]

Ressurection

>> wtorek, 7 czerwca 2011 01:51:34

It's me again ;]

komentarze [0]

Kumpel

>> sobota, 9 maja 2009 03:52:49

Kumpel to jest ktoś ważny.
Kumpel to jest ktoś komu możedz powiedzieć.
Kumpel to jest ktoś, kto wie, kiedy przestać.
Kumpel to jest ktoś, kto wie, kiedy nie przestawać.
Kumpel to jest Kumpel.

Kumpel to nie wszystko.
Ale to cholernie dużo.


komentarze [2]

Wieczorne przemyślenia

>> piątek, 26 września 2008 00:35:33

W szkole uczą pewnej bezsensownej rzeczy. Mianowicie "podpierania się cytatami". Komu i czemu to tak właściwie służy? Cytat oderwany od całości, jest tylko garstką słów, którą można zinterpretować jakkolwiek by się chciało. Zwłaszcza w sposób podkreślający nasz sposób rozumowania. Słowa oddzielone od swojej "pozostałej części", którą współtworzą, są bezbronne i podatne na nasze widzimisię.. Istnieje możliwość dobrania 2 słów więcej lub mniej, możliwość pominięcia fragmentu (czy trzy kropki w nawiasach coś oznaczają? Nie, są za to niezrównanym narzędziem do obróbki semantycznej), możliwość stworzenia nie istniejącej wypowiedzi podpisując się pod nią cudzym nazwiskiem. A następnie powołać się na nią.

Nie dość, że czytelnik podlega jawnej manipulacji, to jest to objawem sprawności i wykształcenia humanistycznego. Aż boli, kiedy słyszę o tzw. „humanistach”. Kim byli Humaniści (świadoma wielka litera)? Byli ludźmi wszechstronnymi. Przede wszystkim! Byli ludźmi, których pole zainteresowań i badań obejmowało literaturę, malarstwo, muzykę, historię… To znamy, prawda? Ale z równym zaangażowaniem oddawali się badaniom fizycznym, matematycznym, technologicznym. I to było właśnie słynne „nic co ludzkie nie jest mi obce”. A współczesny pożal_się_Boże_”humanista”? Leń. Ograniczony. Choć naprawdę sumienie podpowiada mi zdecydowanie inne określenia. (nie mylić z chlubnymi wyjątkami – są ludzie, których z pełną odpowiedzialnością można nazwać Humanistami).

Wracając jednakże do tematu cytatów. Cytaty faktycznie mogą być narzędziem uściślenia, zwrócenia uwagi, podkreślenia, ale tylko przy założeniu, że odbiorca pisanego tekstu ZNA całokształt oryginału, z którego czerpiemy. W innym przypadku (innymi słowy: normalnym przypadku, gdyż pomijając klasyki (będące, przynajmniej z mojego punktu widzenia, klasykami bo ktoś uznał je za klasyki i nic poza tym), ciężko wymagać, by czytelnik potrafił odnieść się do całokształtu) cóż mu po cytatach, które dają obraz tego, czego chcemy dowieść (i tylko tego, gdyż czytelnik jest zmuszony do polegania na naszej interpretacji)?

//warning: Akapit wybiegający w stronę nadinterpretacji: dla zainteresowanych

Tak mi w trakcie pisania poprzedniego akapitu przyszła do głowy pewna myśl. Niewątpliwym faktem, jest, że władza (wprawdzie mam na myśli Polskę, ale myślę, że możnaby to uogólnić) gra na nosie społeczeństwu. Tematy zastępcze, propaganda, ODMIENNA INTERPRETACJA (czasami boleśnie naiwna, bezczelna czy nie trzymająca się kupy), jednakże ludzie to biorą. (inaczej PO, PiS, PSL, SLD, tudzież żadnego innego przejawu AWS czy komuny, ze szczególnym uwzględnieniem pseudopatriotów okrągłego stołu, już dawno nie widzielibyśmy u władzy) Nasuwa się pytanie dlaczego. A odpowiedzią, która nasuwa mi się na myśl jest to, że ludzie są ogłupiani od młodości wszelkimi „humanistycznymi” przekonaniami. (Ponownie podkreślam zastosowanie cudzysłowia). Jaki odsetek dorosłych, młodzieży, czy też po prostu społeczeństwa MYŚLI? To jest źle sformułowane pytanie. Jaki odsetek z nich jest nauczony myślenia? Z perspektywy minionych lat, treść podręczników „humanistycznych” (powtarzam się po raz ostatni) wydaje mi się być jawną indoktrynacją. Weźmy na ten przykład unię europejską (i nich nikt mi nie próbuje wmówić, że nazwę tej instytucji piszemy wielką literą. Nie, to świadczyłoby o szacunku), na WOS’ie była mi przedstawiana takowa organizacja jako dobrodziejstwo wcielone. Szkoda tylko, że gorszego nieszczęścia dla Polski od czasu II wojny światowej przytoczyć nie potrafię. Szkoda? Może to tylko moje złudne, zamknięte na argumenty widzimisię. A może to tylko myślenie. A bo ja wiem..

//warning once again: Ciąg dalszy minionego akapitu

W jaki sposób ma się w państwie stać lepiej, jeśli panuje dupokracja? (debilokracja, demokracja czy jak to tam jest nazywane..) Do tego trzeba rozumu. Nie winię nikogo. Raczej szlag mnie trafia jak pomyślę o tym, jak bezmyślna jest ludzka natura (kolejne offtopicowe skojarzenie: polecam Planescape Torment. Szczególnie postać Raveli.) Tylko co zrobić? Nie wiem. Pewnie dowiem się co nieco na temat „bezkonstruktywnej krytyki”, ale.. Cóż, taki już jestem, jak mawiała (skądinąd bardzo nielubiana) pani doktor ucząca mnie w liceum: „Myślenie ma przyszłość.” Choć sam coraz częściej odnoszę wrażenie, że myślenie jest ślepą uliczką. To boli. (Takie małe wtrącenie na sam koniec: Na szczęście są jeszcze ludzie myślący. Dziękuję Wam, że jesteście.)

//end of warning: Back to the scope

Czytałem dzisiaj kilka tekstów, które w znacznej mierze odnosiły się do cytatów. Wniosek, który nasunął mi się w czasie czytania, to, że tekst był absolutnie nieczytelny. Odbiorca był faszerowany nic nie znaczącymi dlań cytatami, a pojawiająca się gdzieniegdzie „treść” była nawiązaniami i interpretacją owych cytatów. Interpretacja, chyba każdy się ze mną zgodzi, jest rzeczą indywidualną. Niestety, jeśli jest pozbawiona „reszty” staje się narzucona. Myślący człowiek, nie pozwala „narzucać” sobie opinii. Czym w takim razie jest taki tekst? Dla mnie wygląda to jak zlepek frazesów z narracją jedynej słusznej interpretacji. Ale wiem też, że jestem w błędzie. A przynajmniej tego się dowiaduję przy takich okazjach.

//warning: wtrącenie personalne

Jestem uważany za głupka, za kogoś kto nie potrafi „zrozumieć co się do niego mówi”, za kogoś, kto ma swoje „jedyne słuszne zdanie”. Nie prawda. Mnie naprawdę można przekonać i nie wstydzę się przyznać do swoich błędów. Warunkiem jest argument. Inny niż „bo tak”.

//end of warning: koniec prywaty*

Na sam koniec pytanie: Czy człowiek jest naprawdę tak głupi, czy tylko sam się takim kreuje?
------------------------------------------------------------------

*na szczęście to jest blog**

**jak ktoś kiedyś słusznie zauważył, jakie słowo zostało (egoistycznie) usunięte z tego terminu?


komentarze [2]

Notka kontrolna

>> sobota, 20 września 2008 22:57:46

O treści kontrolnej.
Vide kłopoty z mylogiem.


komentarze [0]

Kanji**

>> piątek, 4 lipica 2008 00:27:18

Naoglądałem się filmików z Mistrzostw Świata Karate Kyokushin Open. Ci ludzie to są maszyny do zabijania. Powinni przechodzić badania psychologiczne przed wypuszczeniem na ulicę, jak przy pozwoleniu na broń :P Chociaż z drugiej strony, ludzie którzy potrafią włożyć w trening tyle wysiłku, tyle serca, tyle lat szukać granicy swoich możliwości, próbując ją przekroczyć* mają gołębie serca :P A przynajmniej ci których ja miałem przyjemność spotkać.

Tak mi się pomyślało. W takim na przykład boksie, nie ma szacunku, jest agresja, mordobicie. Wszystko takie puste. Patrzyłem na te filmy. Tam wszyscy w białych kimonach z jodełką** na piersi. W czasie walki dający z siebie wszystko, chwilę później jak przyjaciele. Z szacunkiem. I tak samo odnoszą się nawet najwięksi mistrzowie do początkujących. Sensei zwykł mówić, że im wyższy masz stopień, tym niżej powinieneś się kłaniać.

Czasami dumny jestem ze swojego zielonego paska, to jest jedna z tych chwil.
Może to niewiele, ale zawsze coś.

-----------------------------------------------------------------------
*
Kyoku - granica
Shin - prawda

-----------------------------------------------------------------------
**
Kanji - dosłownie ideogram japoński, w praktyce określenie symbolu kyokushin. W polsce potocznie zwany jodełką.


komentarze [0]

Dzisiaj/Wczoraj

>> czwartek, 12 czerwca 2008 01:15:02

Dobę temu skończyłem 21 lat. Zapowiadało się źle. Czułem się staro i niepotrzebnie. I tak mijały pierwsze godziny dnia. Później przyszła wiadomość, że spotkanie, o którym nie widziałem nie dojdzie do skutku. Czyżby? Przecież ja też mogę dorzucić swoje trzy groszę i jednak się udało. I dzień uległ zmianie. Zresztą nie tylko on, od jakiegoś czasu było źle i ponuro. Już nie jest.
-------------------------------------------------------------------

Deszcz. Zimno. A w sercu słońce. I o to chodzi w życiu! Dzisiaj spędziliśmy Razem kilka godzin, spacerując po sklepie, jedząc lody i uśmiechając się do siebie. Bo w życiu nie chodzi o wielkie chwile. Chodzi o Małe chwile. Takie jak tych kilka godzin, kiedy można było zapomnieć i żyć i cieszyć się.
-------------------------------------------------------------------

Dziękuję.
Było wspaniale :)


komentarze [0]

Telefon

>> sobota, 24 maja 2008 01:40:43

Mam dosyć bycia. Dosyć zmagania się z tymi przeszkodami, które są poza moim zasięgiem. To jest infantylne. Jak najbardziej. Ja też taki jestem. Mam dosyć bycia ochrzanianym w imię kłamstwa (i jak wyjaśnić swoją rację?) Nie jestem doskonały, jestem wręcz daeki od takiego stwierdzenia. Ale czy każdy błąd musi zaczynać się od awantury?

:(


komentarze [0]

Pam-param..

>> środa, 14 maja 2008 23:24:38

"Teraz jak już masz elektryka to możesz sobie profesjonalnie pograć, co? Aż się nie chce od gitary odchodzić :D Ale co tam, jeszcze jest wrzesień.."

Zaiste..

Faktycznie, od razu przyjamniej się gra na gitarze, która nie rzęzi jak zarzynane prosię :) Wprawdzie na początku było troszkę problemów z podpięciem jej do komputera (niestety nie dysponuję piecykiem), ale już śmiga. I mam wrażenie, że przez ten krótki czas od kiedy ją dostałem nauczyłem się więcej niż od października na tej starej sklejce.. Może to dlatego, że faktycznie nie chce się odchodzić od gitary? :>


komentarze [2]

Metallica

>> niedziela, 13 kwietnia 2008 02:30:42

Moja znenawidzona Metallica..
Moja ukochana Metallica..

Nie ma to jak nie cierpieć i uwielbiać twórczość jakiegoś zespołu.

Jej.. Wystraczy finał 'One' by się w nich zakochać.. Wystarczy jakikolwiek album by się do nich zrazić..

Eh.. za głupi na to jestem.

A jak popratrze na to co oni grają.. Płakać mi się chce.

Ehh.. Cholerny dysonans pomiędzy tym co czuję i rozumiem, a tym co słyszę.. Jej, to naprwadę potrafi rozerwać zwysły :/
----------------------------------------------------------

Wogóle muzyka potrafi we mnie wywołać tak wielke różnorodnych uczuć.. Od euforri po depresję.. A wystarczy kilka taktów.. Niech mnie ktoś z tego wyciągnie :(


komentarze [1]

Czas

>> niedziela, 6 kwietnia 2008 00:05:55

Tak mi się zebrało na wspomnienia z dzieciństwa (winowajca - archives). Kiedyś wszystko było takie proste, nie było tyle zła na świecie, było za to bardziej kolorowo. Chiny były egzotycznym krajem, gdzie dotarł Koziołek Matołek w poszukiwaniu Pacanowa (nie wiem dlaczego mi to przyszło do głowy)..

A później się dorasta.


komentarze [0]

Sprzątanie jest złe..

>> sobota, 5 kwietnia 2008 23:51:39

..można znaleźć dziwne rzeczy..
-------------------------------------------------------------------

Kilka zdań, z kartki przywiezionej 2 (teraz to już w zasadzie 3) lata temu z Ustronia, na pożółkłej kartce.

When globlins blow themselves up, it's called stupidity. When humans do, it's called heroism.

Law smoothers anarchy.

Good strategists seize opportunities.
Great strategists make their own.

I moje ulubione:
War is a conflict that determines not who is right, but who is left.


komentarze [0]

Misz-masz pisany w środku nocy

>> niedziela, 24 lutego 2008 13:26:16

Ciechowski nie żyje. Już kilka lat. Szkoda.

Wielu wielkich twórców, wykonawców, autorów, kompozytorów, wokalistów, instrumentalistów odeszło. Szkoda. Niektórzy z nich byli genialni. Niektórzy wnosili coś nowego, niektórzy rozwijali coś co już było dobre, wnosili swoje 'ale'.. Ale wszyscy z nich byli genialni. Wielu z nich obecnie się nie docenia, na przykład prawie żaden fan death metalu nie zdaje sobie sprawy, że określenie to wywodzi się od tytułu albumu Helloween pod tytułem właśnie 'Death Metal'. Nie była to muzyka ciężka. Ale łamała stereotypy, łamała normy, została wyklęta. Za to, że była tak CIĘŻKA. Wprawdzie teraz, może wydawać się śmiesznym, melodyjnym zlepkiem dźwięków, ale to właśnie muzyka tworzona przez takie zespoły jak Helloween, Testament czy Black Sabbath była podłożem wszystkiego tego co teraz dla nas jest "normalne". Watro o choć trochę szacunku.

Kiedyś kochałem ciemność. Później zacząłem się jej bać. Jeszcze później byłem szczerze przerażony.. A teraz jej pragnę. Ciemności, mroku, choćby cienia. Cień stał się bezpieczniejszy. Bo już nie jest zwykłą ciemnością, jest tęsknotą i oczekiwaniem (vide poprzednia notka). Ciemność w której można się schować i cierpliwie czekać. Boję się pustego domu. Ale na szczęście wiem, że nigdy taki nie będzie. Dzięki Tobie, Patruniu.

Muzyka, Tarot, Żaluzje.. Ten dzień wniósł bardzo, bardzo wiele. Dziękuję wszystkim, którzy mieli swój w nim udział. Oraz dziękuję.. jeszcze bardziej.

Eh.. Jestem chory. Jeszcze przed chwilą wciskałem f9, czyli ‘kompiluj’ w Borlandzie.. Heh, najgorsze w tym jest to, że dla mnie programowanie jest tak naprawdę szczegółem potrzebnym do zaliczenia studiów. Gdyby mi faktycznie na tym zależało, to jeszcze przed studiami umiałbym więcej niż teraz. Ale tak nie jest. Sam nie wiem jeszcze czego oczekuję od studiów.. informatyka, elektronika, automatyka.. Automatyka odpada, ta gałąź nauki na moim kierunku budzi we mnie największą niechęć. Pozostaje informatyka i elektronika. I zastanawiam się czy nie wyląduję na informatyce tylko dlatego, że na nią najtrudniej się dostać (bo mam takie wrażenie, ze mieszczę się pośród wystarczających wyników (do tej pory pluję sobie w brodę za algebrę ze zwolnieniem na 3,5…. Przecież egzamin bym wyciągnął na 4/4,5 co najmniej. Ale egzamin to egzamin, trzeba go przede wszystkim zdać. A ja nie wiem czy interesuje mnie bardziej elektronika czy informatyka.

Wiem za to kilka rzeczy. Niektóre mam nadzieję na zawsze zmienią moje życie. O to Cię proszę, Patruniu.

Pff.. Blog między 4 a 5 niedostępny. Zamieszczę to rano.


komentarze [1]



picture from artfan.net
lay by delirus